Tu przy mojej twarzy oczy Ryszarda. Milczy, uderza batem i oddziela mnie od siebie. Odsuwa si daleko. Widz std, z tego nowego miejsca, nogi siwka. Stawia je ostronie, jakby obraca nimi koa przesypujce piach. Piach przesiewany przez szprychy, przez moje palce. Czuj bl midzy palcami, piekcy, sypki bl jak ziarenka piasku. 